poniedziałek, 23 listopada 2015

10 problemów, których doświadcza każdy kostiumer


1. Twoje materiałowe zapasy to coś, czego nikt nie potrafi zrozumieć.
Tak, ja naprawdę potrzebuję 9m filoetowej tafty! Na co? Oj, jeszcze nie wiem, ale była taka ładna!
A ten kawałek starej koszulki? Hej, to len, zawsze się przyda!

czwartek, 12 listopada 2015

Przebrałam się za złotko od cukierka /1797 open robe

Open robe uszyta na pokaz w szkole w marcu. Tak, wiem, trochę czasu mi zeszło, ale oprócz tamtego jednego razu nie miałam jej nawet na sobie -.- Wykrój zaczerpnęłam chyba z książki Jane Arnolds, W każdym bądź razie, naszywanie plis z przodu było męczarnią. Co chwila igła mi uciekała na sąsiednią plisę i trzeba było pruć, aż w końcu szyjąc mogłam wzorować się na dziurach po pruciu, a nie liniach od kredy krawieckiej :D Kiedy w końcu ją skończyłam, żałowałam że uszyłam ją z takiego materiału. Zwłaszcza że jest pięknie wykończona (w końcu miała być oglądana także od środka). W sumie to nie wiem co więcej można o niej powiedzieć. 


Jest złota (jakby nie było widać :P)

Jest poliestrowa (bo na prawdziwe złoto mnie nie stać, ha ha)

Miała być spencerem dla przyjaciółki, ale wpadła w moje niecne łapy. I teraz ja mam coś co założyłam raz, a ona będzie marznąć w samej empirce. Świat zdecydowanie nie jest sprawiedliwy :P

wtorek, 3 listopada 2015

Mała biała w starym wydaniu / 1797 little white dress

Sukienka ląduje tu ze sporym opóźnieniem, bo skończyłam ją w marcu (nowa kiecka w 3dni? No problem). Akurat potrzebowałam czegoś z przełomu wieku XVIII/XIX na pokaz w szkole, o czym pisałam tutaj, więc zebrałam się w sobie i pokonałam swoją niechęć do mody początku wieku. No, może nie tyle niechęć. Po prostu uważałam, że suknie z wysoką talią wyglądają cudnie na innych, ale nie będą wyglądać ani trochę dobrze na mnie :P Okoliczności wymusiły na mnie próbę - i o dziwo nie jest tak źle! Wiem już, co muszę poprawić - na pewno potrzebuję nowego gorsetu/stays (właściwie to nie wiem którego terminu używać w odniesieniu do początku wieku O.o). Obecny jest w miarę poprawny, ale zdecydowanie zbyt krótki, na dodatek dziwnie odgina się na dole. Wyszedł dość ciasny, więc nie mogę go do końca dosznurować, co denerwuje mnie prawie tak bardzo jak widok krynoliny na jednym kole, ugh! Problemem jest też za mały podkrój pach. I przede wszystkim, gorset wcale nie działa tak jak powinien :( Co prawda około 1800 roku biust nie wędrował jeszcze w okolice szyi jak w latach późniejszych, ale spodziewałam się chociaż lekkiego efektu, a prawdę mówiąc wszystko wyglądałoby identycznie gdybym pod suknią miała współczesną bieliznę. Tak więc - nowy gorset! Tym razem długi, usztywniany sznurkiem i z trójkątami w biuście, uniwersalny na lata 1800-1830 :P

Suknia uszyta jest z białego muślinu, dość przezroczystego i prującego się jak *#$&*#! Podszewka to bawełna (wysoki gatunek prześcieradlany, polecam! :P). Wykrój wzorowałam na tym zamieszczonym u janet arnold, ale nie podobała mi się ilość materiału użytego z przodu, więc po godzinach spędzonych na pintereście znalazłam TO:

The Countess of Oxford, painted by John Hoppner, 1797