czwartek, 12 listopada 2015

Przebrałam się za złotko od cukierka /1797 open robe

Open robe uszyta na pokaz w szkole w marcu. Tak, wiem, trochę czasu mi zeszło, ale oprócz tamtego jednego razu nie miałam jej nawet na sobie -.- Wykrój zaczerpnęłam chyba z książki Jane Arnolds, W każdym bądź razie, naszywanie plis z przodu było męczarnią. Co chwila igła mi uciekała na sąsiednią plisę i trzeba było pruć, aż w końcu szyjąc mogłam wzorować się na dziurach po pruciu, a nie liniach od kredy krawieckiej :D Kiedy w końcu ją skończyłam, żałowałam że uszyłam ją z takiego materiału. Zwłaszcza że jest pięknie wykończona (w końcu miała być oglądana także od środka). W sumie to nie wiem co więcej można o niej powiedzieć. 


Jest złota (jakby nie było widać :P)

Jest poliestrowa (bo na prawdziwe złoto mnie nie stać, ha ha)

Miała być spencerem dla przyjaciółki, ale wpadła w moje niecne łapy. I teraz ja mam coś co założyłam raz, a ona będzie marznąć w samej empirce. Świat zdecydowanie nie jest sprawiedliwy :P






Tak w sumie, to bardzo mi się podoba ten wykrój i cała stworzona sylwetka. Zdecydowanie podejmę drugą próbę, tylko z materiału nie wiejącego plastkiem na kilometr. Zwłaszcza że zbliża się bal Arsenału, a taka kiecka całkiem całkiem wpasuje się w datowanie. A to złotko zostanie na jakąś sesję, albo na potrzeby udawania podrabianej sztabki złota :P

Wnętrze, tak pięknie wykończone - moje palce nadal pamiętają te tortury przy wbijaniu igły, brr.
Uff, powoli nadrabiam zaległości we wpisach, chociaż zostało jeszcze kilka strojów do opisania. Tymczasem czeka mnie szycie kolejnych strojów na szkolną imprezę (serio, ile można? :o) 
Błogosławmy długie weekendy, nic bym bez nich nie zrobiła < 3

Finally an open robe made in march :D It's made of awful poly-taffeta, which even smells like plastic. Despite I hate the color and fabric, I love the shape it gives. So, I think I'm gonna sew another one in January for ball in Warsaw. And this little monster will end in my closet, waiting for some photo session or other occasion, when I will have to look like an gold bar :P But, I least I gained some experience, right?




6 komentarzy:

  1. Na widok tego, jak wykończyłaś to od wewnątrz normalnie ZAMARŁAM z podziwu!! To ja się tak męczę z moim byle jakim dwuwarstwowym short stays z prześcieradła, a inni takie cuda robią!! Z podszewką!! Aż mi się z zazdrości łezka w oku kręci, ja nawet logistycznie jeszcze nie ogarniam wszywania podszewek, a tobie to tak ładnie wychodzi! Naprawdę piękna suknia, ludzie w szkole mieli co podziwiać :) I do zobaczenia na balu! (nareszcie coś się dzieje w Warszawie, NARESZCIE!!) No, o ile z moim, jakże zawrotnym, tempem szycia wyrobię się z suknią na czas ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, strasznie mi miło czytać takie rzeczy <3
      Jesteś z Warszawy? Ja z Bydgoszczy, gdzie nie dzieję się NIC. Serio, nigdy. No, przynajmniej balowego, bo bitew jest całkiem sporo. Także wiesz, nie narzekaj, zawsze mogłaś skończyć jak ja i jechać na bal dłużej niż sam bal trwa :P Oj tam, im później się zabierzesz za szycie tym większa frajda z kończenia na czas :P Mi się pewnie jakoś po świętach przypomni, a w międzyczasie czeka mnie suknia na studniówkę, także, ekhem, roboty będzie kupa :P
      Tak ci się przyznam, że ja też nie ogarniam podszewek - przynajmniej takich typowych. Tutaj obie warstwy szyłam razem i potem wywinęłam brzegi. Jakbym miała robić osobną podszewkę, tak jak np. we współczesnych marynarkach, chyba bym umarła :P Hmm, pewnie dlatego nadal nie zaczęłam edwardiańskiego wełnianego płaszcza :D

      Usuń
  2. Ojej, poważnie? Ja cały czas odnoszę wrażenie, że wszystko, co kostiumowe, dzieje się tylko na południu kraju. Może to kwestia tego, że znakomita większość Krynoliny pochodzi z południa, a to przecież właśnie od niej się o wszystkim dowiaduję (najczęściej już po fakcie :D) Czasem w Warszawie organizuje się jakieś wykłady czy coś, nawet się niedługo na taki wybieram, ale ja po prostu zupełnie nie umiem takich rzeczy szukać w okolicy!! A patent z wszywaniem podszewki genialny! Jeju, ja się już wielokrotnie przyłapywałam na wnikliwym studiowaniu podszewki wszytej do mojego płaszcza i do tej pory nie wymyśliłam, jak to się właściwie robi :')

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślałam :P Ale wszędzie da się coś znaleźć, tylko czasem datowanie może nie odpowiadać :D Kurcze, zawsze chciałam jeździć n te wykłady, ale jednak koszty dojazdu są spore, i tak głupio jechać taki kawał samej :/
      Co do podszewki, to właściwie w większości XIX-wiecznym ubrań była traktowana jako jedno z materiałem właściwym - nie mam pojęcia jak to się nazywa po polsku, ale po ang jes to flat lining. Więc może oprócz jakichś płaszczy można robić taką ułatwioną wersję podszewki i do tego być poprawnym historycznie :P

      Usuń
  3. Wykończenie robi wrażenie! Ja niestety praktyczni zawsze ignoruję fakt, że lewa strona powinna być równie ładna, co prawa. Na szczęście staram się zmienić złe nawyki :).

    Na podszewkowe problemy polecam książkę "Szycie. To takie łatwe". Jest pierwszą deską ratunku, gdy nie mogę sobie z czymś poradzić, a podszewki to także moja zmora :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Ja mam obsesję co do wykańczania wnętrz, bo już kilka strojów rozpadło mi się z powodu właśnie nie zabezpiecznia szwów od wewnątrz :)
      Czytałam już kilka artykułów szyciowych, m.in o podszewkach, ale chyba najlepiej działa na mnie rozprucie jakiejś rzeczy i obejrzenie, jak to działa naprawdę. Jeden stary płaszcz już poświęciłam w ten sposób i kilka prostych rzeczy ogarnęłam. Szkoda tylko, że te współczesne mają o wiele mniej elementów niż te historyczne, no a im więcej cześci - tym trudniej wszystko dopasować :/

      Usuń