niedziela, 30 listopada 2014

Suknia a'la Borgia - sesja


Uff, po 4 miesiącach w końcu udało mi się ją skończyć. Co prawda nie jest idealna, ale i tak jestem z niej bardzo dumna. Jeśli chcecie zobaczyć konstrukcję i materiały, zapraszam tutaj :)

A skoro suknia skończona, trzeba zrobić zdjęcia! Mimo że pogoda ( -10 stopni, brr) nie pozwoliła na użycie profesjonalnego sprzętu, nie odpuściłyśmy. Co prawda zdjęcia wyglądają jak robione tosterem, ale suknia, modelka i koń wyszły ślicznie, a to najważniejsze.

No i przede wszystkim, wszystkiego najlepszego dla Natalii, która była modelką, i dla której sesja była częścią prezentu urodzinowego!




Koszyk jabłek dla pięknej klaczy Pipi Lunchu za wytrzymanie z nami na tym mrozie i spokojne pozowanie. A dla Mari za trenowanie konia gorąca czekolada!






fotografia - Maria Miszewska
modelka - Natalia Szulc
makijaż/ włosy/ suknia - Iza Andrzejewska/ Belle Atelier


niedziela, 2 listopada 2014

Bielizna z 1780r. i zapowiedź sukienki


... Bo dlaczego nie uszyć od nowa czegoś, co już się (teorytycznie) posiada?

Moja poprzednia sznurówka zrobiona była z 1 kawałka, więc zupełnie nie pasowała do XVIII wieku. Do tego nie dawała takiego fajnego kształtu, była raczej niewygodna, za mała w biuście i za duża w talii. No dobra, może nie była aż taka zła, ale mam dziwną skłonność do szycia po kilka razy tej samej rzeczy, więc postanowiłam uszyć nową. Tak, wiem, dziwna jestem :P

W ten sposób powstało nowe stays. Jako materiał zewnętrzny posłużyła fioletowa bawełna w kwiatowe wzory (które na zdjęciach wyglądają jak plamy :P), podszewka to biała bawełna. Wykrój to półfiszbinowe stays (1780's) z książki Norah Waugh - Corsets and Crinolines. Trochę zmieniłam ułożenie fiszbin, poza tym byłam wierna oryginałowi.


Do tego uniwersalna koszula, a w przygotowaniu podwiązki do pończoch i poduszka na biodra (jedną mam, ale nie pasuje do nowej kolorystyki :P)


Jak widać dość spora przerwa z tyłu - nie umiałam się sama za mocno zasznurować, poza tym bałam się ciągnąć, bo oczka są bardzo niestabilne i muszę dodatkowo obszyć je muliną dla wzmocnienia. Ale noszenie tak lekko zasznurowanych ma pewne zalety: są baaardzo wygodne, mogę się zupełnie swobodnie poruszać i nic nie uwiera. Chyba jednak poświęcę idealny stożek dla wygody :P

A tak prezentują się na płasko: w większości szyte maszynowo, lamówka ręcznie (brrrr....)



Planuję też do tego sukienkę, robe a l'anglaise z kołnierzem i czarnymi dodatkami, uszytą z czerwonej bawełny. Plan przedstawia się tak:


Wzorowałam się na sukni z kołnierzem z "Patterns of Fashion 1660-1860" Janet Arnold, ale wykrój góry to prawie niezmieniona robe a l'anglaise z "The cut of womens clothes" Norah Waugh - było łatwiej ją wydrukować i dopasować niż tą z kołnierzem, wystarczyło poszerzyć tylni panel o 2 cm i lekko skrócić przedni, a pasuje idealnie. 


Na razie prezentuje się tak: 



Po lewej stronie poprawiona wersja przodu - jak widać o wiele mniej się marszczy. Martwi mnie trochę dekolt - jest tak duży że wystaje spod niego koszula i stays, a niezbyt wiem jak się zabrać za zmniejszenie jego głębokości. Do tego rękawy - jeśli zostawię je tak jak są, to będą sie marszczyć, ale za to będę mogła swobodnie się poruszać, jeśli przytnę główkę rękawa, to będą idealnie gładkie, ale nie będę mogła podnieść ręki do góry ani do przodu.

Do tego szykuję kolejną przymiarkę gorsetu z końca lat 80. XIX wieku dla Mari - mam nadzieję że tym razem będzie pasować. Czeka mnie jeszcze obszywanie oczek w stays i wyhaftowanie podwiązek i poduszki - to będzie pracowity tydzień, więc trzymajcie kciuki :)