poniedziałek, 8 września 2014

Come back!


I oto nadszedł ten dzień, kiedy po słodkim lenistwie wakacji przypomniałam sobie o blogu ... Jako usprawiedliwienie nieobecności mogę podać tylko zajmującą pracę, trochę wakacyjnych wyjazdów i całkowity brak weny twórczej. A skoro weny do szycia nie było, zbyt dużo nowego nie powstało :( Zła ja ...

Ale z drugiej strony, skoro nie szyłam, mogłam zająć się gromadzeniem materiałów i zbieraniem wiedzy, czyli moje wakacje nie były aż tak bezczynne :P


Do tego powstało mnóstwo nowych planów, z których część jest już w realizacji. Jestem na etapie namiętnego szycia mock-upów, z których ciągle nie jestem zadowolona (no bo przecież musi pasować IDEALNIE :P). W najbliższym czasie planuję uszycie jakiegoś żakiecika z końca XVIII wieku, do którego muszę zrobić nowe stays, zrobienie bielizny do sukni jeździeckiej dla Mari ( koszula jest, pantalony czekają na wykończenie, a gorset (jak widać wyżej) jest w fazie przymiarek i zastanawiania się jak mocno można go ścisnąć żeby dało się w nim normalnie jeździć konno :) ). Do tego na dokończenie czekają 3 zestawy z około 1910 roku, które powinny być skończone dawno temu. A  z tym wiąże się trochę dłuższa historia. Kiedy na początku lipca skończyłam gorset i zabrałam się za szycie sukienek, doszłam do wniosku że bez sensu co chwila zasznurowywać się i rozsznurowywać do przymiarek ... I szyłam w gorsecie. A że gorset zrobiony był z cienkiej bawełny, to odmówił posłuszeństwa i po kilkunastu założeniach się popruł... W tym samym czasie doszła do mnie paczka z metalowymi fiszbinami i buskiem, więc stwierdziłam że lepiej będzie uszyć gorset od początku, z lepszego materiału. Ale niestety zabrakło na to czasu, i gorset od lipca czekał na wykończenie...  Wczoraj zabrałam się za niego znowu, i ręcznie wykończyłam górę. Dół zostawię sobie jednak na inny dzień, bo moje palce błagają o litość :P No, ale koniec gadania, czas na zdjęcia:


( u mnie talia jest mocniej zaznaczona, nie chciałam go ściskać na gorsecie żeby nie odkształcić fiszbin + ups, chyba krzywo przyszyłam kokardkę ...)

A tutaj modele, którymi się inspirowałam (lata 1908-1910):


I może nie można uznać tego za wielki sukces, ale skończyłam ozdabiać suknię a'la Borgia. Zabrałam się też a rękawy, ale nie chciały współpracować i chwilowo mam na nie focha.


A tak na koniec, pochwalę się, że dwie z moich sukienek ( empirka i gaulle) zagrały w programie dokumentalnym! Program dotyczył Fryderyka II Wielkiego, a grane przez nas sceny miały odzwierciedlić ten obraz: 


Niestety zdjęć z samego pozowania nie mam, ale za to w chwili przerwy udało nam się zrobić parę fotek sukienkom i ślicznym modelkom < 3
W empirce pozuje Mari, a w gaulle moja nowa ofiara - Madzia