wtorek, 14 października 2014

Zabawy w krytyka część II


Zabawy ciąg dalszy. Przypominam, że moje opinię są tylko opiniami, a moja subiektywność i generalizowanie nie mają na celu nikogo urazić :)

W ostatnim poście dotarłam do lat 50-tych, a dzisiaj zamierzam powytykać wady i zalety strojów z II połowy XIX wieku. Do tego dorzucę lata 1910 - tak naprawdę wielkie BOOM w kwestii modowej nastąpiło dopiero w czasie i po zakończeniu I Wojny Światowej, a to daje jeszcze kilka lat do obgadania. A poza tym jest to moja ulubiona dekada i odczuwałam silną potrzebę żeby ją jakoś przemycić :P

1860s

Evening dress/ballgown, ca. 1865 

+ Suknia księżniczki

Z tym zdecydowanie kojarzą mi się lata 60. A zwłaszcza suknia widoczna wyżej - ucieleśnienie marzeń 8-letniej mnie. W sumie teraz jestem trochę starsza, a nadal ją chcę, więc coś w niej musi być < 3

- WIELKI obwód spódnicy? Oj tam...


Ups, a może jednak jest z tym jakiś problem ....


1870s i 1880s

Dress,  c. 1885, French

c. 1875-1880 cream hued evening dress

Cóż, bardzo nie lubię sukni z tych lat, i w sumie nie widzę różnicy między tymi dekadami, może jedynie w wielkości "kuperka", dlatego ocenie je razem.

+  Ozdoby??

Nawet nie wiecie jak trudno było mi znaleźć jakieś plusy... No ale chyba każdy ma taki rok/dekadę/ styl którego nie potrafi zrozumieć i patrzenie na suknie z tego znienawidzonego okresu przyprawia o ciarki na plecach. Jedyne co dobrego mogę o tych sukniach powiedzieć, to że (w większości) są naprawdę ładnie ozdobione, nie przesadzone, a dodatki tworzą zgraną całość. Nie w każdej dekadzie można się na taką jednolitość stylizacji natknąć, więc uznam to za plus.
PS. Nie żeby nie było sukni z tych lat, które mi się nie podobają, po prostu staram się uogólnić modę dekady, a nie oceniać ją przez pryzmat jednej czy dwóch (no dobra, 3) sukien, które mi się podobają.

- KUPER

Z tego co wiem większość kobiet woli mieć raczej proporcjonalne kształty, dlatego zupełnie nie rozumiem jak można nosić coś, co sprawia że tyle partie ciała wyglądają jakby użądliła tam wielka pszczoła-morderca ... Taki wielki kuperek jak dla mnie wygląda komicznie...


Jedynym typem sukni z tych lat, który nie wygląda dla mnie komicznie, jest natural form. Co prawda nie jestem ich wielką fanką, ale przynajmniej patrzenie na nie wywołuje pozytywne reakcje :P

Robe 1878/1879 Natural form



1890s

Evening dress ca. 1895


+ Kobiecość

Mamy tu podreśloną talię, rozkloszowane spódnice, mamy koronki, falbanki i inne ozdoby, czy może być coś lepszego dla kobiecej sylwetki niż to??

- Zbyt bufiaste rękawy


A zapowiadało się tak pięknie ... I przyszły złe bufiaste rękawy i zaburzyły wygląd sylwetki... Bufki, jak mogłyście?? 

1900s

Evening Dress Jeanne Paquin, 1905-1907 The Metropolitan Museum of Art

+ Sylwetka


Z której ta dekada słynie, czyli przegięcie w linię S. Niektórym się to nie podoba, niektórym tak, ja to wprost uwielbiam < 3 

- Wysokie kołnierze 

Brr, największy koszmar z koszmarów - czyli kołnierz sięgający pod samą brodę. Dla mnie noszenie takiego kołnierzyka (który często usztywniano małymi fiszbinami) przypomina trochę kołnierze zakładane przez pogotowie w przypadku podejrzenia uszkodzenia kręgosłupa.

1910s

Evening dress ca. 1915

I tu zaczynają się schody, bo jak bardzo bym się nie starała, nie potrafię znaleźć minusów ... Dla każdej potencjalnej wady od razu znajduję wytłumaczenie, i w końcu przerabiam ją na zaletę.

Wąskie spódnice utrudniające chodzenie - przecież przez to kobieta robi małe kroczki, które wyglądają o wiele lepiej niż wielkie susy w szerokiej spódnicy!
Długi gorset w którym niewygodnie się siedzi - i bardzo dobrze, skoro już zakłada się piękną suknię, to trzeba stać i pokazywać się w całej okazałości!

Cóż, wygląda na to, że moja miłość do tej dekady zwyciężyła :P Może wy znacie jakiejś jej wady?


7 komentarzy:

  1. U mnie jest taka czarna dziura - lata 60 XIX w. tak, potem długo NIE, aż do samego początku XX wieku i to też głównie dla sukien wieczorowych i koszul nocnych :P A potem już w kolejnych dekadach podobają mi się tylko koszule nocne (te wyglądające jak suknie wieczorowe, wiadomo xD). Stulecie, w którym jestem absolutnie zakochana w przypadku niemal każdej sukni, to XVIII wiek, w całości... XVI i XVII fragmentarycznie, wcześniej też podoba mi się wiele strojów kobiecych, te wszystkie księżniczkowe średniowieczne dłuuugie i rozkloszowane rękawy i mega prosty krój... ach. A kuprów też nie pojmuję. Taka śmieszna ta moda... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, całe szczęście nie jestem jedyną co nie lubi kuprów :P XVIII wiek jest wyjątkowy, z jednej strony go uwielbiam, a z drugiej jest w nim coś takiego odstraszającego (chyba za dużo hejtów o nim się naczytałam :P) wcześniejszych nie znam zbyt dobrze, czas najwyższy to nadrobić xD A co średniowiecznych, to kojarzą mi się właśnie tak księżniczkowo i elficko :P Zawsze chciałam mieć średniowieczną suknię, ale szycie ręczne i zakup materiałów trochę mnie przeraża ....

      Usuń
  2. Jesteś pierwszą osobą, która nie lubi turniury! :O Ja miałam hejta na princeski natural form przez jakiś czas, a potem nie wiem, kiedy i jak zdążyłam je polubić :) Za to za 1890 i 1910 nie przepadam... To znaczy nie mam nic do epoki, uważam, że te suknie są piękne i wiele z nich mnie zachwyca, również jako kostiumy innych blogerek, ale jakoś nie wiem, dlaczego nie chce mi się ich szyć dla siebie :P
    Natomiast nigdy nie założyłabym niczego z lat 1920. Tego typu kroje maskują wszystkie zalety i bezlitośnie podkreślają wady mojej sylwetki, także za dwudziestolecie podziękuję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lata 20. to prawdziwy morderca kobiecej sylwetki! Też bym nic z tej dekady nie założyła... Mam podobnie do Ciebie z latami 20. i 30. - niby wszystko fajnie, ale jakoś chęci do szycia brak :P A co do turniury - jak widać wyżej Ren też ich nie lubi, wiec nie jestem samotna w tym hejtowaniu :P

      Usuń
  3. Ja z tych wszystkich dekad zdecydowanie najbardziej lubię 1900 i 1910 - ta druga to chyba w ogóle jedna z moich ulubionych dekad w modzie! Oprócz tego, że były wtedy niesamowicie piękne suknie, to jeszcze w modzie zaczynała być nieco szczuplejsza sylwetka - dla mnie to o tyle istotne, że w sukni z tego okresu mogę poczuć się bardziej "atrakcyjna historycznie" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie się z tobą zgadzam! No i lata 1910 nie potrzebują żadnych sztuczności - zero wypełniaczy na biust, biodra i w innych dziwnych miejscach :P Nawet gorset nie jest aż tak ważny, właściwie nie robi różnicy w sylwetce, najwyżej delikatnie ją wyszczuplając...

      Usuń
  4. A ja właśnie za 1880-ty bym się dała pokroić:)))

    OdpowiedzUsuń