sobota, 11 października 2014

Zabawy w krytyka cześć I


Dzisiaj zamierzam pobawić się w krytyka i skomentować wszystkie dekady XIX wieku. Postaram się znaleźć plusy i minusy każdej. Wiem, że czasem w ciągu dziesięciolecia mogło zajść duuuużo zmian, dlatego jako przykład będę podawać suknie z połowy dekady. Wybaczcie mi takie uogólnienie :P Oczywiście nie jestem specjalistką jeśli chodzi o dokładne datowanie, dlatego moje oceny będą bardzo subiektywne i czasem dalekie od prawdy.

1800s

Embroidered Cotton Dress, ca.1805, Münchner Stadtmuseum

+ Delikatność

Chyba żadne XIX-wieczne suknie nie są tak delikatne i zwiewne jak te z początku wieku. Wystarczy dodać jakiś wianek z kwiatów i lampiony, a mamy klimat jak z dobrego fantasy :P Kolejnym plusem jest to, że są bardzo proste do uszycia i nie wymagają skomplikowanej bielizny. 

- Wysoka talia

Tutaj akurat będę bardzo subiektywna - moim zdaniem im szczuplejsza talia, tym lepiej, a w tym kroju o talii można pomarzyć :P no i do tego w takich sukniach lepiej wyglądają osoby wyższe, a ja niestety do takich nie należę ... 

1810s

Dress, ca. 1815; Rijksmuseum

+ Wygoda

Trzeba przyznać, że suknie z drugiego dziesięciolecia musiały być bardzo wygodne - lekka bielizna, nieskomplikowane kroje, a do tego bardziej praktyczne materiały - wszechobecna biel modna 10 lat wcześniej musiała być utrapieniem przy wykonywaniu codziennych zajęć.

- Znowu ta talia...

Ale przynajmniej zaczęła oddalać się od biustu i wracać na swoje miejsce :P

1820s

1825 Printed cotton

+ Uroczość (chyba stworzyłam nowe słowo :P )

W sumie 3 dekada XIX wieku jest mi raczej obojętna, a jedyne słowo jakie znajduję na określenie ówczesnych sukien to ... "urocze". Czy to plus czy wada pozostawiam Waszej opinii :P

- Dziecinność

Nie wiem czemu, ale każda sukienka z tego okresu kojarzy mi się z ubraniami dziecięcymi ... Jeszcze nie znalazłam takiej, od której biłoby po oczach kobiecością.

1830s

Dress 1835 The Metropolitan Museum of Art

+ Talia na swoim miejscu

W końcu! No i w połączeniu z ogromnymi rękawami i spódnicą stwarza efekt naprawdę szczupłej talii bez użycia ciężkozbrojnego (czytaj - z fiszbinami) gorsetu.

- Rękawy

Niektóre są zwyczajnie bufiaste, ale niektóre grożą zablokowaniem w drzwiach, a to niezbyt przyjemne uczucie :P

1840s

Dress 1845-1846 The Metropolitan Museum of Art

+ Kobiecość

Ta dekada zawsze kojarzyła mi się z kobiecością i skromnością jednocześnie. A poza tym takie suknie nosiły same fajne postacie: Jane Eyre, Królowa Wiktoria, Charlotte Brontë i wiele innych. Wniosek? Noś suknie z lat 40, a będziesz fejmem < 3

- Opadająca linia ramion w sukniach dziennych

O ile w sukniach wieczorowych mi to nie przeszkadza - w końcu ramiona są odsłonięte, to w sukniach dziennych bardzo mnie to denerwuje. Moim zdaniem zakłóca to całokształt sylwetki. Jeżeli kiedyś zabiorę się za ta dekadę (oby), to na pewno wybiorę suknię której ramiona znajdują się we względenie normalnym położeniu.

1850s

Evening Dress | c. 1855

+ Krynolina

Czyli poczujmy się jak księżniczki :P Do tego trochę falbanek i koronek, a wygląd słodkiego tortu truskawkowego mamy gwarantowany :) Mnie to kręci, a Was?

- Krynolina (tak, znowu)

Tort tortem, ale poruszanie się w tym musiało być prawdziwym horrorem. Chociaż podobno miała też praktyczne zastosowania: 



I tym pozytywnym akcentem obwieszczam
KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ.
(wczułam się w klimat)


8 komentarzy:

  1. Całkowicie się z Tobą zgadzam, jeśli chodzi o lata 20 - ja również nie widzę tam żadnego "kobiecego" modelu, każdy kojarzy mi się właśnie z ubrankiem dla dziecka, a co najwyżej dziewczynki :) Moje ulubione dekady w XIX wieku to zdecydowanie lata 1800, 1830 i 1840 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o pierwszą połowę XIX wieku, to zupełnie się zgadzam, że lata 1800, 1830 i 1840 są najlepsze :) A co do kobiecej sukni z lat 20. - poszukiwania nadal trwają, może kiedyś taką znajdę :P

      Usuń
  2. Moje ulubione dekady, to 1840, 1850 i 1860.

    I co do plusów lat 40. mogłabym się podpisać pod tym, co napisałaś (Jane Eyre! Charlotte Bronte! O tak <3 ), zaś co do minusów, to u mnie akurat opadające ramiona są ok, bo mam takie naturalnie i tego typu kroje dobrze na mnie leżą he he ;>

    Co do plusów lat 50. też się zgadzam, choć od siebie dodałabym jeszcze to, że takie suknie ładnie prezentują się na osobach o mocnej budowie ciała, a że do takich należę... ;) Natomiast co do minusów, to oprócz ciężaru, ceny (tyle wydać na materiały </3 ) i niewygody dodałabym jeszcze brak lekkości. Ale niestety coś za coś: nie można być jednocześnie lekką, zwiewną i ubraną w 11 metrów tafty :D

    Fajny pomysł na post :) Ciekawa jestem, co napiszesz o pozostałych dekadach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Zazdroszczę takich naturalnie opadających ramion, uważam je za śliczne, a mnie niestety matka natura obdarzyła takimi prawie prostokątnymi :P A co do lat 50. zgadzam się na 100%, nie można mieć wszystkiego :) Co do kolejnej części - właśnie się piszę, i wywołuje sporo problemów :P

      Usuń
  3. Lata 40 i 50 (krynolina <3) oraz sam początek wieku - to zdecydowanie moje ulubione. Nie cierpię bufiastych rękawów, nie wiem kto to wymyślił i dlaczego... Fuj :P
    Za to opadającą linię ramion podobnie jak Porcelana lubię. Moim zdaniem dodaje takiej... wręcz baletowej subtelności :D A że jestem bardzo drobnej budowy, to chyba taki krój najbardziej mi pasuje. W bufkach na ramionach zwyczajnie się topię i ginę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam bufki kocham, o ile są małe i słodkie, a nie takie wielkie jak np, w niektórych sukniach z lat 30. albo 90. I mam to szczęście że nie wyglądają u mnie aż tak źle, bo równoważą szerokie biodra :P Chyba jedyna zaleta mojej sylwetki - można nosić bufki :P A tak wgl dzięki Tobie te opadające ramiona rzeczywiście zaczęły mi się kojarzyć z baletem, coś w tym jest <3

      Usuń
    2. hyhy :D no ja w bufkach wszelkiej maści wyglądam jak kretyn :P opadające ramiona rządzą! :D

      Usuń
  4. 20-ste i 30-ste lata zupełnie mi nie leżą, jakoś nie trawię bufiastych rękawów;)

    OdpowiedzUsuń