wtorek, 7 października 2014

Bardzo krótki post o rzeczach, których nie zrobiłam (chociaż powinnam)


Jestem zła. Bardzo, bardzo zła... I na dodatek leniuch ze mnie. Ale tak już jest, że kiedy do wyboru miałam szycie albo oglądanie serialu / czytanie książki... hmm, chyba można się domyślić co wybrałam. W końcu odpoczynek po długiej i męczącej nauce francuskiego się należy :P Ale od dzisiaj obiecuję poprawę. Postaram się częściej tutaj pisać, jeśli nie o gotowych sukniach to chociaż o moich opiniach, gustach i innych rzeczach, których prawdopodobnie nikt nie będzie chciał czytać :P W najbliższym czasie pojawią się też zdjęcia skończonych już rzeczy - mam tu zwłaszcza na myśli suknię a'la Borgia, która wisi smętnie na Dance i czeka na bardziej słoneczny wolny dzień, kiedy planuję zrobić jej małą sesję ... A tymczasem na pocieszenie zdjęcia gorsetu na mnie i kilka wniosków:

Z lewej: all natural, czyli talii brak, z prawej: jeej, mam talię!

Wnioski:

- ZAWSZE powiększać wykrój w biuście, a zmniejszać w talii i biodrach - po raz kolejny na górze jest za mały, a na dole za duży
- używać dłuższych fiszbin - tutaj użyłam 25 cm, i o ile z przodu nie mogły by być dłuższe (jakoś siadać trzeba), to z tyłu 30 cm wyglądałyby o wiele lepiej
- znaleźć sposób na to, żeby materiał się nie marszczył w talii

Tylko 3 wnioski, czyli jak na mnie bardzo dobrze :P kilka wad jest, ale mimo wszystko jestem z niego strasznie dumna, i na pewno nie prędko wymienię go na lepszy model. No i bardzo dużo się nauczyłam przy szyciu, myślę że następny za jaki się zabiorę będzie już o wiele lepiej dopasowany, lepiej wykonany i będzie dawał bardziej dramatyczno-wiktoriańskie kształty :)

7 komentarzy:

  1. O, znam ten ból, gdy po skończeniu kostiumu pojawiają się błędy... A z czasem dostrzega się ich coraz więcej i więcej, ale to chyba znak, że idziemy do przodu i rozwijamy się :)
    Gorset wyszedł Ci taki ładny, równiutki :) Jedyny, który jak dotąd uszyłam (krótka sznurówka z początku XIX wieku) ma jedną stronę bardziej, niż drugą :D Szkoda, że jak go szyłam, nie odkryłam jeszcze, że mam w maszynie specjalną stopkę do wszywania sznurków :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! A że podobno raz popełnionego błędu drugi raz się nie zrobi, to następny gorset może wyjść naprawdę fajny :P A co do stopki do wszywania sznurków - mam taką, ale wstyd się przyznać, bo nie umiem używać :P

      Usuń
  2. Śliczny gorset :-) Też mam parę rzeczy które wiszą w szafie i czekają, aż w końcu zdecyduję się zrobić w nich zdjęcia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! U mnie niestety ograniczeniem jest pogoda - w domu nie mam wsytarczająco gładkiej ściany żeby zrobić zdjęcia, a takie z współczesnymi meblami w tle to jakoś nie to samo ....

      Usuń
  3. Nooo, czekałam na jakiś post od Ciebie! :D Ja się blogowo obijam również haniebnie. Brak czasu doskwiera mi boleśnie, a tyyyyle mam pomysłów na szycie, o ironio! Ale już niedługo niedziela. Jak dożyję, to coś opublikuję :P
    Gorset jest piękny! A o Twoich opiniach, gustach i innych rzeczach też zawsze chętnie poczytamy, więc nie wahaj się publikować! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło że ktoś czyta to z przyjemnością, bo czasem jak sama przeglądam to mam ochotę powiedzieć GOD WHY :P Dzięki! A z pomysłami na szycie u mnie tak samo, jak znam życie jak będę mieć czas i chęć do pracy to nagle wszystkie pozapominam :P

      Usuń
  4. Mój gorset choć osiemnastowieczny też się marszczy (za niedługo powinien się pojawić na blogu). W wielu gorsetach warstwa zewnętrzna jest szyta razem z tworzeniem tuneli do fiszbinów, co zapobiega marszczeniu się materiału. Ja, jako że koniecznie chciałam mieć warstwę zewnętrzną krojoną osobno to teraz ponoszę tego skutki. Myślę, że jeśli użyje się grubszego materiału na wierzchnią warstwę i porządnie się go naciągnie, powinno być dobrze.

    OdpowiedzUsuń